Szwajcaria zdecydowanie nie jest krajem, w którym wychodzę do restauracji i dopiero przy rachunku zastanawiam się, ile właściwie wydałem. Tutaj ceny potrafią szybko sprowadzić człowieka na ziemię, szczególnie jeśli ktoś przyjeżdża z Polski i przelicza każdą kwotę na złotówki. Zwykły obiad za 20–25 CHF, kebab za kilkanaście franków czy napój za kilka franków początkowo mogą wydawać się absurdalnie drogie. Z czasem przekonałem się jednak, że w Szwajcarii można jeść całkiem normalnie i nie wydawać codziennie ogromnych pieniędzy. Trzeba tylko trochę zmienić sposób myślenia. Zamiast szukać najtańszej restauracji, częściej zaglądam do supermarketów, korzystam z ofert lunchowych, wybieram piekarnie, robię własne kanapki albo organizuję sobie zwykły piknik. W kraju, w którym praktycznie wszędzie można znaleźć piękne jezioro, park albo widok na góry, taki sposób jedzenia wcale nie jest dla mnie gorszy od restauracji.

Największa oszczędność? Supermarket zamiast restauracji
Jeżeli chcę naprawdę ograniczyć wydatki na jedzenie, podstawą są dla mnie Lidl, Aldi i Denner. Z reguły właśnie tam najłatwiej znaleźć tańsze produkty. Migros i Coop również mają sporo dobrych ofert, ale przy większych zakupach zazwyczaj wychodzą drożej. Nie oznacza to jednak, że omijam Migros i Coop. Wręcz przeciwnie. Jeżeli jestem gdzieś w mieście albo podróżuję, często właśnie tam najłatwiej kupić gotową kanapkę, sałatkę, pieczywo, owoce, jogurt czy coś ciepłego.
Za dobrą gotową kanapkę w piekarni albo supermarkecie trzeba zazwyczaj zapłacić mniej więcej 6–10 CHF, chociaż można znaleźć zarówno tańsze, jak i droższe opcje. Jeżeli natomiast kupię osobno pieczywo, ser, wędlinę i warzywa, koszt jednego posiłku może być znacznie niższy. I właśnie to jest jeden z moich ulubionych sposobów na Szwajcarię. Kupuję dobre pieczywo, kawałek lokalnego sera, trochę wędliny, pomidory albo owoce i zamiast siedzieć w restauracji, jem nad jeziorem, w parku albo gdzieś podczas wycieczki w górach. Co ciekawe, w ten sposób można również spróbować prawdziwych szwajcarskich produktów. Nie trzeba przecież zamawiać deski serów za kilkadziesiąt franków w restauracji. Bardzo dobre sery, wędliny czy lokalne pieczywo można kupić normalnie w supermarkecie.
Ile trzeba zapłacić za jedzenie w Szwajcarii?
Oczywiście ceny różnią się w zależności od miasta. Zurych, Lucerna czy Zug mogą być znacznie droższe niż mniejsze miejscowości. Mimo wszystko można przyjąć pewne orientacyjne przedziały. Do około 8 CHF najłatwiej znaleźć coś w supermarkecie lub piekarni. Może to być Birchermüesli, pieczywo, nieduża kanapka albo produkty potrzebne do zrobienia własnego posiłku. Przy budżecie około 8–15 CHF wybór robi się już większy. Można znaleźć gotowe kanapki, niektóre sałatki, przekąski z piekarni, bratwursta z pieczywem, a czasami również tańszego kebaba.
Przedział około 15–25 CHF to już typowy budżet na lunch. W tej cenie można znaleźć danie w restauracji Migros lub Coop, kebaba, burgera albo menu lunchowe w niektórych lokalnych restauracjach. Natomiast klasyczna restauracja z obsługą przy stoliku to zazwyczaj zupełnie inny poziom wydatków. Samo danie główne bardzo często kosztuje około 25–35 CHF, a po doliczeniu napoju rachunek na jedną osobę może bez problemu znaleźć się w przedziale 30–50 CHF. Jeżeli dojdzie piwo, wino, przystawka albo deser, robi się jeszcze drożej. Dlatego ja nie traktuję restauracji jako miejsca do codziennego jedzenia. Wolę kilka razy zjeść taniej, a później wybrać jedną dobrą restaurację i rzeczywiście spróbować czegoś lokalnego.
Migros Restaurant i Coop Restaurant – czy warto?
Moim zdaniem warto przynajmniej sprawdzić. Restauracje Migros i Coop nie są może romantycznym miejscem na kolację ani restauracją, którą będę szczególnie wspominał po wakacjach, ale jeżeli potrzebuję normalnego ciepłego posiłku w rozsądnej jak na Szwajcarię cenie, są bardzo praktyczne. Za posiłek z napojem trzeba często liczyć około 18–24 CHF. W zależności od lokalizacji można znaleźć również tańsze propozycje.
Plusem jest przede wszystkim przewidywalność. Wiem mniej więcej, czego się spodziewać, mam kilka dań do wyboru i nie muszę chodzić pół godziny po centrum miasta, szukając restauracji, w której najtańsze danie nie kosztuje 35 CHF. Podobnie można sprawdzić restauracje Manor, jeżeli akurat znajdują się w danym mieście.
Zawsze zwracam uwagę na Mittagsmenu
Jedna rzecz, na którą zawsze warto zwracać uwagę w Szwajcarii, to Mittagsmenu, czyli menu lunchowe. Czasami zwykła restauracja, która wieczorem wydaje się droga, w południe oferuje bardzo rozsądny zestaw. Może to być zupa lub sałatka oraz danie główne, czasami również mały deser. W lokalach nastawionych na pracowników można znaleźć obiady mniej więcej za 16–20 CHF. Zdarzają się również zestawy za około 20–25 CHF zawierające kilka elementów posiłku.
Dlatego zamiast patrzeć tylko na główne menu restauracji, zawsze sprawdzam tablicę ustawioną przed wejściem. Napis Tagesmenu albo Mittagsmenu może oznaczać znacznie lepszą cenę. Szczególnie ciekawych miejsc szukam trochę poza najbardziej turystycznymi ulicami. Restauracja znajdująca się obok warsztatów, zakładów przemysłowych czy biur może wyglądać niepozornie, ale w porze obiadowej być pełna lokalnych pracowników. Dla mnie to często bardzo dobry znak.
Kantyny pracownicze też mogą być dostępne dla wszystkich
To coś, o czym wielu turystów nawet nie wie. Niektóre kantyny firmowe i restauracje pracownicze są dostępne również dla osób z zewnątrz. Można znaleźć lokale prowadzone między innymi przez firmy cateringowe obsługujące biurowce i duże przedsiębiorstwa. W takich miejscach lunch może kosztować około 16–20 CHF, czyli nadal sporo w porównaniu z Polską, ale często wyraźnie mniej niż normalny obiad w centrum szwajcarskiego miasta. Warto również zwracać uwagę na kantyny przy dużych instytucjach, dworcach czy innych obiektach publicznych.


Kebab nadal jest jednym z najprostszych sposobów na ciepły posiłek
Jeżeli chcę coś ciepłego, szybkiego i sycącego, kebab nadal jest jedną z pierwszych opcji, które sprawdzam. Nie jest już tak tani jak kiedyś. W wielu miejscach trzeba zapłacić mniej więcej 12–15 CHF, a w droższych lokalizacjach podstawowy kebab może kosztować około 17 CHF. Mimo wszystko pod względem ilości jedzenia do ceny nadal wypada całkiem dobrze. Podobnie traktuję azjatyckie take-away. Cena wynosi często około 15–25 CHF, ale porcje potrafią być spore, więc czasami stosunek ilości jedzenia do ceny jest lepszy niż w piekarni czy klasycznej restauracji.
Piekarnie są dobre, ale nie zawsze tanie
Piekarnia wydaje się naturalnym miejscem na tani lunch, jednak tutaj trzeba uważać. Zwykła kanapka kosztuje często około 6–10 CHF. Jeżeli dołożę kawę, napój i coś słodkiego, nagle z „taniej piekarni” robi się rachunek na kilkanaście franków. Dlatego chętniej wybieram małe lokalne piekarnie niż najbardziej znane punkty w centrach miast czy na dworcach. Na dworcach wygodnie jest kupić jedzenie, ale za tę wygodę zazwyczaj się płaci.
Unikam małych sklepów na dworcach i stacjach
To jedna z prostszych zasad. Jeżeli mam możliwość zrobienia zakupów wcześniej, robię je w normalnym supermarkecie. Małe sklepy convenience, punkty na stacjach benzynowych czy sklepy przy dworcach potrafią być zauważalnie droższe. Szczególnie widać to przy napojach. Butelka zwykłego napoju kupiona w ostatniej chwili może kosztować kilka franków. Jeżeli podczas całego wyjazdu codziennie robi się takie małe zakupy, na koniec wychodzi z tego naprawdę spora kwota.
Woda z kranu – jedna z najłatwiejszych oszczędności
W Szwajcarii bardzo często korzystam z wody z kranu. W wielu miejscach dostępne są również publiczne fontanny z wodą pitną. Jeżeli woda nie nadaje się do picia, zazwyczaj znajduje się odpowiednie oznaczenie. Dlatego butelka wielokrotnego użytku jest dla mnie jedną z najbardziej przydatnych rzeczy podczas podróżowania po Szwajcarii.
W restauracji również można poprosić o wodę z kranu, ale tutaj trzeba pamiętać o jednej rzeczy: nie zawsze będzie darmowa. Niektóre restauracje podają ją bez opłat, inne doliczają kilka franków. Zdarza się więc, że człowiek zamawia wodę z kranu z myślą o oszczędności, a na rachunku okazuje się, że kosztowała prawie tyle samo co normalny napój.
Too Good To Go naprawdę może się opłacać
Jeżeli jestem dłużej w jednym miejscu, sprawdzam również Too Good To Go. Restauracje, piekarnie, sklepy i inne lokale sprzedają pod koniec dnia jedzenie, którego nie udało się sprzedać wcześniej. Czasami za około 5–7 CHF można odebrać paczkę, której normalna wartość byłaby wielokrotnie większa. Oczywiście nie zawsze dokładnie wiadomo, co znajdzie się w środku, dlatego nie traktuję tego jako sposobu na konkretny obiad. Jeżeli jednak chcę po prostu tanio kupić jedzenie na kolację albo śniadanie następnego dnia, jest to bardzo ciekawa opcja.
Najtańszy lunch? Robię go sam
Jeżeli naprawdę zależy mi na budżecie, żadna restauracja nie wygra ze zwykłymi zakupami. Kupuję pieczywo, ser, wędlinę, hummus, pomidory, owoce, jogurt i czasami coś słodkiego. Z takich produktów jestem w stanie przygotować kilka posiłków za cenę jednego obiadu w restauracji. I właśnie tutaj widać ogromną różnicę między kosztem jedzenia w Szwajcarii a kosztem jedzenia w restauracjach w Szwajcarii. To nie jest dokładnie to samo. Zakupy spożywcze nadal są drogie, szczególnie dla osoby zarabiającej w złotówkach, ale nie są aż tak szokujące jak ceny gastronomii.
Nie muszę chodzić do restauracji, żeby spróbować Szwajcarii
To również zmieniło moje podejście. Jeżeli chcę spróbować czegoś szwajcarskiego, nie zawsze wybieram restaurację w centrum turystycznego miasta. Kupuję lokalny ser, dobre pieczywo, Bündnerfleisch albo inną wędlinę i robię piknik. Jeżeli chcę zjeść rösti, raclette albo fondue, wtedy wolę zapytać lokalnych mieszkańców, gdzie sami chodzą, zamiast wybierać pierwszy lokal przy największej atrakcji turystycznej.
W Szwajcarii nie zawsze chodzi nawet o typowe „ceny dla turystów”. Problemem są po prostu szwajcarskie ceny. Dobra lokalizacja, centrum Zurychu czy restauracja przy popularnej atrakcji naturalnie podnoszą koszt.
Mój przykładowy tani dzień z jedzeniem
Gdybym chciał spędzić dzień w Szwajcarii możliwie oszczędnie, na śniadanie kupiłbym pieczywo, jogurt albo müesli i owoc. Na wycieczkę przygotowałbym własne kanapki z serem lub wędliną, do tego zabrałbym owoc i butelkę napełnioną wodą. Po południu wypiłbym kawę albo kupił coś małego w piekarni. Wieczorem sprawdziłbym Too Good To Go, kupił gotowe jedzenie w supermarkecie albo przygotował prostą kolację. I nagle okazuje się, że dzień w jednym z najdroższych krajów świata wcale nie musi oznaczać wydania 100 CHF na jedzenie.
Czego sam staram się nie robić?
Przede wszystkim nie kupuję wszystkiego spontanicznie na dworcu. Nie biorę za każdym razem napoju za 4–6 CHF. Nie jem trzech posiłków dziennie w restauracjach. Nie zakładam również, że fast food będzie bardzo tani tylko dlatego, że jest fast foodem. W Szwajcarii nawet niewielkie wydatki bardzo szybko się sumują. Kanapka 9 CHF, kawa 5 CHF, napój 5 CHF, lunch 24 CHF, kolacja 35 CHF i bez żadnych luksusów można dojść do 70–80 CHF dziennie na jedną osobę. Dlatego wolę świadomie zdecydować, za co chcę zapłacić więcej.

Na jedzeniu można oszczędzać, ale nie trzeba sobie psuć wyjazdu
Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem nie jest jedzenie przez cały pobyt suchego chleba i makaronu tylko dlatego, że Szwajcaria jest droga. Ja wolę znaleźć równowagę. Większość śniadań i lunchów organizuję taniej. Kupuję jedzenie w supermarketach, robię kanapki, korzystam z wody z kranu, sprawdzam lunchowe menu i Too Good To Go. Dzięki temu mogę później bez większych wyrzutów sumienia wydać 30 czy 40 CHF na naprawdę dobre fondue, raclette, rösti albo inną potrawę, której rzeczywiście chcę spróbować.
I chyba właśnie to jest najlepszy sposób na jedzenie w Szwajcarii. Nie próbuję znaleźć kraju, w którym wszystko kosztuje tyle samo co w Polsce. Próbuję nauczyć się korzystać z tego, co w Szwajcarii daje najlepszy stosunek ceny do jakości. A czasami najlepszym szwajcarskim lunchem wcale nie jest obiad w restauracji. To świeże pieczywo, kawałek dobrego sera, kilka plasterków wędliny i widok na Alpy, za który na szczęście nadal nie trzeba płacić.